Wszystkie »

  • Wpisów:146
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:4 dni temu
  • Licznik odwiedzin:30 315 / 628 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wczorajsza noc nie zdążyła się zacząć, a już skończyła się o siódmej rano. I nie była to impreza, niestety...

Dzisiejsza noc zapowiada się podobnie.

Wieczorem nastąpiła ostra wymiana zdań z Panem Przyjacielem. To była druga taka akcja, odkąd się znamy.
Ale już nie wytrzymałam. Jestem cierpliwa, dużo zniosę, wiele przemilczę... Ale do czasu. I dzisiaj ten czas nastąpił. Wylałam wszystko, co mnie bolało. Na koniec stwierdziłam, że mam dosyć, rezygnuję, odpuszczam, walczyć więcej nie będę. Przyjaźń i starania o jej utrzymanie to zadanie dla dwojga ludzi. Działa tylko wtedy, gdy obie strony się starają jednakowo. Ale gdy drugiej stronie przestaje zależeć, to ja odpuszczam. Nie widzę już sensu w samotnej walce, w samotnym staraniu się. Nie mam już na to czasu, ani sił. Zrezygnowałam... Odpuściłam...


Ale On nie. Zawalczył. I nie odpuścił dopóki nie zdecydowałam się przedyskutować wszystko ponownie, pogodzić się. Długo to trwało. Udowodnił, że nadal mu zależy. Wyjaśnił swoje zachowanie. Podeszłam już do tego bez emocji, bez euforii. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
Cieszyć się, że jest chociaż jedna osoba, której na mnie zależy? Czy nastawić myślenie, że jednak prędzej czy później wszystko pęknie jak bańka mydlana. Tak jak zawsze dotąd się działo...
Wybiorę opcję drugą. I nie, nie dlatego, że jestem pesymistką, tylko dlatego, że realnie patrzę na świat i wolę miło się rozczarować, niż boleśnie zawieźć kolejny raz...

 

 
No dobra... teraz to już było przegięcie!!!
Przez 4 dni nie mogłam dostać się na pingera złe hasło i złe hasło, kilka zmian i nadal złe hasło. Prawie się poddałam Już chciałam zakładać nowe konto.

A dzisiaj? Zadziałało stare hasło...

To jakiś ban był? No dobra przyznaję się, że troszkę spamowałam lajkami pod postami, ale żeby od razu ban?

Mam nadzieję, że to był tylko jakiś błąd. I że więcej się nie powtórzy!
 

 
Wiem, że dzisiaj Dzień Wszystkich Świętych, ale tu w UK to Święto nie jest obchodzone.
I właśnie dzisiaj otrzymałam bardzo ważnego maila służbowego...

Ja pitole nie wierze!!!!!!! Muszę się pochwalić
Wybaczcie

Moja firma właśnie otrzymała nominację do Nagrody Roku 2019 od największego brytyjskiego portalu branżowego.

Zemdleję zaraz!

Wiadomo, że nie mam szans na jakąkolwiek nagrodę, ale już sama nominacja wbiła mnie w fotel.
Zupełnie się tego nie spodziewałam!
I jestem przeszczęśliwa!!!!!!

A więc kto może pić - wypijcie dziś i za mnie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Tyle tu zaległości
Tyle do opisania...

Jeszcze dostanę bana za spamowanie
 

 
Z cyklu: Megg odpoczywa...

I to jeszcze jak? Nadszedł upragniony dzień wolny (piątek), zaplanowany od początku do końca.
Miałam się wyspać (wstałam o 7), miałam do obiadu leniuchować (wysprzątałam generalnie całą kuchnię), potem pyszny obiad (jednak był ekspresowy), miało nie być pracy (i nie było, bo 17 maili, poszukiwanie stojaków do wystawek i złożenie kilku zamówień to przecież nie praca), a popołudnie miałam spędzić w towarzystwie filmów i domowego pedicure (pojechałam po nowe łóżko do miasteczka obok, trafiłam na nawiedzoną Angielkę i przegadałam z nią cały wieczór). Wróciłam po 22 zmęczona, jak dzień wcześniej...
A dzisiaj (sobota) okazała się dniem nadrabiania porządków - całe piętro i dół. Po półgodzinnym odpoczynku postanowiłam zrobić przemeblowanie w salonie...

Taaaaak... dzień wolny lub dwa w domu - dla mnie kompletnie bez sensu. Nie da się. Mission impossible!!

Czas zacząć planować obowiązkowe weekendy z dala od domu, tak przynajmniej 120 mil.
  • awatar What's up Megg: @jas fasola: Muszę koniecznie wypróbować! Może w końcu uda się odpocząc ;)
  • awatar jas fasola: paragraf 1. Nic nie planuj. paragraf 2. w razie watpliwosci patrz paragraf 1 :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- Potrzebuję większego biura.
- Potrzebuję biura poza domem, choćby za rogiem.
- Potrzebuję dodatkowej pary rąk do pomocy.
- A najlepiej dwóch par.
- Potrzebuję urlopu. Chociaż jednego dnia.

Cichy plan -dzień wolny w piątek. Tylko ciiiiiii...
Nie mówcie nikomu
 

 
Nie ma to jak sobie ukucnąć z rozpędu i naciągnąć ścięgno drugiego palca u stopy...

Ból nie do opisania.
Schodzenie po schodach - koszmar...

Żegnajcie ukochane szpilki na najbliższe 6 tygodni...

Niech mnie ktoś przytuli
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Mój Przyjaciel chyba się zakochał, albo zaczął zakochiwać...

Pomimo tego, że zawsze powtarzał, że jest draniem, że nie ma uczuć, nie szuka ich i nie szanuje. Że tylko przygody się liczą i przyjemne chwile. Że od zawsze taki był i dobrze mu z tym. Że gdy tylko zauważał, że panna zaczyna coś czuć to uciekał z prędkością światła, i tym podobne teksty wielkiego macho, albo kogoś, kto za takiego chciał uchodzić...

I nagle bum. "Szukając muszli na piasku, przypadkiem znalazł perłę" - to jego słowa, których szybko się wyparł.
Nagle stwierdził obecność takich uczuć jak sympatia do drugiej osoby, szacunek, przywiązanie, pożądanie, tęsknota... Pojawił się także strach, że zawiedzie, że skrzywdzi, że zrani.
Robi duży krok, po czym się cofa, ucieka, rezygnuje.
Miota się. Coś pcha go do przodu, on się opiera...

Oj Przyjacielu, Przyjacielu...
Jednak nie jesteś tak do końca zepsuty jak twierdziłeś/myślałeś, że jesteś...
Jednak masz serce...
Jednak masz uczucia, jesteś zdolny do tego, żeby je odczuwać...
Chcesz przed tym uciec, ale widać wyraźnie, że to jest silniejsze od Ciebie...

Nie jesteś potworem.
Jesteś CZŁOWIEKIEM.
Gratulacje.
 

 
Weź zatrudnij członka rodziny - nigdy więcej!
Odradzam!

- a dlaczego ten identyfikator jest pionowy? Weź zrób w poziomie.
- a jaką smycz dałaś? Pamiętaj, że ja to będę nosić!
- logo powinno być wyżej
- serio muszę zakładać ciemną koszulę? Bosheee znowu prasowanie...
- weź jedź ze mną na to spotkanie. W końcu to pierwszy klient, ja się będę stresować, a jak posiedzisz w aucie to będzie mi raźniej...

Serio kur#$%^$ ???

Identyfikator jest w pionie, bo w poziomie będzie chujowo wyglądać, logo nie może być wyżej, bo musi być miejsce na zaczepkę, a kolor smyczy w tym momencie naprawdę nie ma żadnego znaczenia i uwierz mi, że nie przyćmi koloru twoich oczu!!!
I tak, musisz założyć ciemną koszulę! I ciemne buty. Spodnie/spódnica dowolne, oby pasowało do koszuli, bo taki dress code firmy SOBIE WYMYŚLIŁAM!!!!
I nie! Nie pojadę z tobą na spotkanie, tylko dlatego, że się stresujesz. Kontakt z Klientem to twoje zadanie! I nie będę marnować swojego czasu na trzymanie cię za rączkę! Jakbym miała sama tam jechać, to nie zatrudniałabym ciebie, kurwaaaaa! I tak by the way - ZWALNIAM CIĘ!!!

Wersja oficjalna jest taka, że pomimo iż to członek rodziny - jestem profesjonalna do bólu. I nieskończenie cierpliwa. Odpowiadam na pytania i tłumaczę do skutku.
Z uśmiechem, kulturą i spokojem.

Więc gdzie jest mój MEDAL, do cholery!!!!!!!!
AAAAAAAAAAAAAAAAAA
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Znalezione na blogu @jas fasola: http://ich19747.pinger.pl/

“Ciało pamięta przelotny dotyk, parę godzin bycia z kimś zostaje na lata. Zapach włosów, potu, wilgotności, przypływa znikąd w środku dnia. W inżynierii nazywa się to pamięcią plastyczną materiału, w chemii pamięcią substratu. W życiu – tęsknotą.”

- Janusz Leon Wiśniewski
 

 
No ok, zaczyna mnie to wkurzać...
Brak powiadomień...

Ostatnio moje życie to rollercoaster. Gdy tu wejdę, coś napiszę, poczytam i nie dostanę żadnych powiadomień na maila, to mam wrażenie, że minął jeden, maksymalnie dwa dni. Wchodzę tu i co? 16 dni temu... 54 dni temu... 92 dni temu...
Aaaaaa!!! A zaraz się zacznie fuckin' november!!!
 

 
Oglądacie siatkówkę???

Bo ja z nerwów zaraz skórki zacznę obgryzać
  • awatar Gusia: Ja sienie stresowałam wcale. Po 2 secie byłam pewna że nasi wygrają w tie-breaku
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
No dobra... "chwilę" mnie tu nie było...
Ale czy to dlatego nie dostawałam żadnych powiadomień o wiadomościach i wpisach???
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Która miłość jest najtrudniejsza?
Ta bezwarunkowa do własnego rodzica Do rodzica, który tak obsesyjnie cię kocha, że aż stawia cię na ostatnim miejscu kolejki w swojej hierarchii. Wszyscy się dla niego liczą bardziej niż ty, wszyscy są mądrzejsi niż ty, wszyscy są lepsi i ładniejsi niż ty. Nawet czyjaś sraczka jest ważniejsza niż twój stan przedzawałowy. Twoje samopoczucie i problemy też się nie liczą, bo przecież ważniejsze jest to, co w danym momencie się dzieje u sąsiadów, a ty koniecznie musisz się o tym dowiedzieć. TERAZ, a nie jutro, czy za kilka dni.

Jeśli czytają to przyszli rodzice, to pamiętajcie: dziecko powinno być zawsze dla was najważniejsze, ważniejsze od całego świata i wszystkich ludzi.
Wy dla dziecka też zawsze będziecie najważniejsi, będzie was kochało bezwarunkowo. Nawet jeśli będziecie je krzywdzić...
Więc nie krzywdźcie... KOCHAJCIE!
 

 
A więc po kolei:

1. Ślub.
Jak nie cierpię tego rodzaju imprez wie każdy, kto mnie zna. I nie chodzę, unikam jak ognia. No ale to moja Przyjaciółka (w przyszłym roku będziemy obchodzić 30lecie naszej przyjaźni) więc nie mogłam nie pójść. Tym bardziej, że byłam jedyną osobą spoza rodziny, którą młodzi zaprosili na przyjęcie. Stwierdziłam, że choćbym miała siedzieć i się męczyć, to nie mogę Jej zawieść.
O jakże się pomyliłam!
Ślub był przepiękny!!! W samym kościele ryczałam 3x (nagroda dla tego, który wymyślił wodoodporną maskarę).
Do restauracji miałam zaszczyt jechać w aucie razem z Parą Młodą.
Samo przyjęcie jeszcze piękniejsze! Ogólnie miał być to tylko uroczysty rodzinny obiad na 43 osoby. Muzyka w tle puszczana z mp3, żadnych dziwnych wodzirejów zabawiających gości niewybrednymi żartami i muzyką disco polo
To sami goście zadecydowali o tym, jak potoczyła się impreza. Najpierw grzeczny obiad, kilka występów dzieci, potem tort, nieplanowany pierwszy taniec... No i jak już goście pojedli i popili to ruszyli w tany.
Impreza się rozkręciła taka, że nie jedno reżyserowane wesele mogło się schować
Nakręciłam wszystko, co się dało - chyba ze dwa miesiące będę montować Młodej Parze film niespodziankę

I jak nadal nie cierpię wesel, tak na to poszłabym raz jeszcze

Do domu wróciłam z krwawiącą pękniętą skórą na lewej stopie - skutek 12h w szpilkach Ale warto było!
 

 
Urlop urlop i po urlopie!

Nareszcie...

Ok, muszę przyznać, że to kolejny wyjazd do Polski, który mogę zaliczyć do tych udanych. Ale teraz już wiem, że jest tak tylko dzięki Niemu. Potrafi naładować mi baterie do granic możliwości, aby starczyło na kilka następnych miesięcy.

Jednocześnie muszę się przyznać, że każdy kolejny wyjazd do Polski utwierdza mnie w tym, że to nie jest miejsce dla mnie. Zbyt szybko polubiłam inną mentalność ludzi, inne podejście do wszystkiego i święty spokój. W PL coraz bardziej nie potrafię się odnaleźć, coraz więcej mi przeszkadza, coraz więcej denerwuje.
Tak, człowiek szybko przyzwyczaja się do lepszego. I nie mam tu na myśli strefy finansowej, bo tu - jak i wszędzie - bywa różnie.

I im bardziej czuję, że to już nie jest miejsce dla mnie, tym mocniej tęsknię za Polską. Tym ciężej mi wyjeżdżać. Celowo wykupuję miejsce przy oknie, aby móc ukryć twarz w okienku, aby nikt nie widział moich spływających łez. A pierwsza myśl po postawieniu stopy na płycie lotniska to liczba miesięcy do kolejnego wyjazdu. Mimo iż nie chcę tam latać. Jestem rozdarta. Roztrzęsiona lekko nawet.

Bez sensu to wszystko...
ehhh
 

 
Przyjechał.
Rozmawialiśmy do rana.
Jego głos jest kojący, dotyk wspierający, obecność napełnia energią do działania.

Powinien być codziennie dla mnie, a ja dla niego. Jak prawdziwi przyjaciele...

Ale los chciał inaczej...


Dobrze, że los pozwolił chociaż ukraść ten dodatkowy czas dla nas. Że pozwolił porządnie się pożegnać.

Oby do lutego...


...albo do października, jeśli mój dodatkowy plan się powiedzie
 

 
Przyjedzie

W środku nocy, zmęczony, pokonując 980km.

Ale przyjedzie
 

 
Godzina 20:38, wiadomość na gg:

On: A chcesz mnie jutro zobaczyć?




I jak tu Go nie uwielbiać????



Więc mój poprzedni post się lekko zdezaktualizował
 

 
Zobaczyć Przyjaciela po długich miesiącach to cudowne uczucie. Ciężko się nacieszyć obecnością, głosem, dotykiem, rozmową.
A potem przychodzi smutek, bo przed nami kolejne miesiące rozłąki.

I ta rozdzierająca niemoc, gdy wiem, że teraz będzie jeszcze trudniej niż poprzednio. Tak jest za każdym razem

Spędziliśmy razem 2 dni pełne wrażeń. Rozmów nie było końca.
Ostatnie 9 dni w Polsce, ale już nie będziemy mieć możliwości, żeby się zobaczyć.
 

 
On: Ale czy na nowo nie byłoby zasiek?
Ja: Już pewnie są. Na wiosnę się nawet zazielenią.
On: Wypali się je.
Ja: To będzie jak stos dla czarownicy heheh
On: To spłoniemy razem. Grunt, że w dobrym towarzystwie.
Ja: Ciebie byłoby szkoda.
On: Nie, to ciebie byłoby szkoda.
 

 
Ja: W takich chwilach najchętniej bym się przytuliła. Albo żeby ktoś mnie przytulił.
On: Szkoda, że jesteś tak daleko, że nie mogę dosięgnąć
Ja: Szkoda, że ty jesteś tak daleko.
 

 
Nie pojawiałam się tutaj, bo świat mnie przytłoczył. W dosłownym tego słowa znaczeniu… Zresztą kolejny już raz w ostatnim czasie. Było i jest ciężko, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że beznadziejnie.

Jestem już w Polsce. Jak na razie wszystko, co było zaplanowane, udało się zrealizować, aczkolwiek z dużymi bólami. Ale jestem do przodu. Tylko co z tego, skoro energia na pozostałą część planu niestety już się wyczerpała? Brak sił, brak chęci, brak humoru i motywacji. Dobija mnie dosłownie wszystko.

A najsmutniejsze jest to, że czuję się tutaj bardzo obco… Niby to mój dom rodzinny, niby moje miasto, niby wszystko znajome, nawet twarze w większości pamiętam… NIBY – to słowo klucz. Bo tak naprawdę nie czuję się, jakbym była w domu rodzinnym, miasta i tak nigdy nie lubiłam, a wszystko co znajome wołałabym nie pamiętać… niektórych osób tym bardziej…
Nawet rozmowy są już o niczym, bo i nie ma o czym rozmawiać. Smutne to. Moje angielskie życie jest dla wszystkich abstrakcją. Życie tych „wszystkich” tutaj jest dla mnie jeszcze większą abstrakcją. A przecież jeszcze niedawno sama żyłam pośród nich… Ale cieszę się, że są w miarę zdrowi, że żyją i mają się dobrze. Cieszę się, że są. Ale to już nie to samo…
Dookoła wszędzie język polski, za którym tak tęsknię będąc na wyspach. A jednocześnie dziwnie się czuję, gdy w końcu mogę się nim cieszyć.
Niby wszystko znajome, a jednak tak ogromnie obce, tak oddalone, tak dziwne. A właściwie to ja jestem tu obca, z innej galaktyki.
Nigdy tu nie pasowałam, ale teraz nie pasuję tu wybitnie…
Jestem rozdarta. I smutna… Mam mętlik w głowie.

Jestem wdzięczna za dwójkę najwspanialszych Przyjaciół, dla których czas spędzony ze mną nie jest czasem straconym. A dla mnie ten czas jest największym skarbem.
 

 
Po każdym naszym spotkaniu jest coraz gorzej, coraz ciężej… Coraz bardziej nie mogę znieść odległości, jaka nas dzieli, ograniczeń kontaktach, w rozmowach. Z każdym spotkaniem nasza przyjaźń jest większa, mocniejsza i bliższa. Brakuje mi Go coraz bardziej i coraz częściej. Czuję niedosyt, chce więcej i mocniej… Nie wytrzymam… Dlaczego nie możemy być bliżej siebie? Dlaczego los postawił między nami 2000 km? Dlaczego nie możemy dla siebie być, gdy tego najbardziej potrzebujemy? Dlaczego… ?
 

 
Jak to robicie, że dodajecie kilka wpisów dziennie??

Ja mogę dodać tylko jeden, kolejnych pinger już nie publikuje...
WTF?

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›