Wszystkie »

  • Wpisów:67
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:3 dni temu
  • Licznik odwiedzin:13 940 / 290 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Miniona noc to był jakiś koszmar...

Najpierw mój przyjaciel uświadomił mi, że mężczyzna nie widzi żadnego związku pomiędzy miłością a sexem. Bardzo obrazowo mi to wytłumaczył... Niby było to wyjaśnienie tego, dlaczego zdradza swoją żonę, dlaczego lubi zmieniać kochanki jak rękawiczki itp... a jednak nieświadomie zapodał mi temat do podświadomego obmyślania...

Jakby tego było mało, to o pierwszej w nocy pękł mi termofor, zalewając większą część mojego materaca. Nosz kurwa, środek nocy, papierowe ściany, a ja nie mogłam włączyć suszarki... Najpierw w ruch poszło żelazko, potem kaloryfer (tak, musiałam odsuwać meble żeby przytachać materac pod okno i postawić go pionowo do kaloryfera), a na koniec kolejne przeciąganie materaca w miejsce, do którego mogłam podłączyć halogenowy piecyk... i tak do 7 rano... Potem 3h snu i, już w dzień, jazda z suszarką do włosów...

Tak... zajebista noc i jeszcze zajebistszy dzień.

Dziękuję za uwagę.
  • awatar What's up Megg: @Just Live Your Life.: Zdecydowanie Twoja teoria jest bardziej prawdziwa. A przyjaciel... tak zdecydowanie jest zepsuty do szpiku kości hehehe dobrze, że jestem jego przyjaciółką, a nie żoną :D :D :D
  • awatar Just Live Your Life.: Tez by mi dał temat do analizowania, ale jednak od zdecydowanej większości facetów zawsze słyszałam, że jest dla nich różnica między zwykłym pukaniem z przypadkową panną, a seksem z kimś kogo się kocha. Także może Twój przyjaciel jest wyjątkiem i nie na co rozkminiac :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
(...)
Ja: Całus też?Za co aż tyle dobroci?
On: Za całokształt.
Za to, że Cię lubię.
Że olśniewasz blaskiem.
I za tysiąc innych rzeczy.


 

 
Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że moja intuicja jest niezawodna (pomyliła się tylko raz). Jak mam silne przeczucie to zawsze się spełni. Sny czasem też bywają ostrzegawcze...

No ale dzisiaj to już przegięcie!

Nad ranem miałam sen. Nie wiem jak go nazwać - czteroscenowy? Przy czym między trzecią a czwartą sceną zostałam obudzona i nie spałam jakąś dobrą godzinę...
W pierwszej scenie kłócę się z mamą, a ciotka przytrzymuje mnie za ramię (żebym nie uciekła).
W drugiej ktoś, kogo dawniej znałam, próbuje mnie udusić i też przytrzymuje moją rękę.
Trzecia scena jest nieco bardziej rozbudowana: jestem w środku jakiegoś oszklonego baru, który ma dwa wejścia: jednym można wejść, przejść przez sam środek i drugim wyjść. Ja siedzę przy otwartym oknie. Widzę tłum facetów przebiegających przez ten bar. Wstaję i chcę wyjść ale przez okno moje ramię chwyta mały chłopiec i mocno trzyma. Za tym chłopcem była długa kolejka innych dzieciaków. Próbuję wyrwać rękę, ale trzyma mnie mocno. I wtedy rozlegają się strzały z broni maszynowej.

W tym momencie się budzę... Nie muszę chyba mówić, jak szybko waliło mi serce.

Czwarta scena (po godzinnej próbie zasypiania) - wielkie pustkowie, na samym środku Lidl i przystanek autobusowy. Na przystanku 4 facetów. Szybko wchodzę do Lidla, bo jeden z nich biegnie za mną. Dogania mnie, podaje mi wizytówkę i łamaną angielszczyzną mówi, że to jest jego propozycja. Po czym nagle rozpyla gaz, a ja mdlejąc przestaje słyszeć...

Faceci z baru, z przystanku - wszyscy byli pochodzenia arabskiego/hinduskiego/... dzieciaki jakieś kambodżańskie...

Po przeanalizowaniu szczegółów snu z przerażeniem rozpoznałam miejsce, w którym stał ten bar. To miejsce to samo centrum mojego miasta, wszystkie szczegóły łącznie z drzewami się zgadzają. Oprócz jednego: zamiast baru stoi fontanna.

I teraz najlepsze: przed chwilą dowiedziałam się, że w najbliższą niedzielę przy tej fontannie będzie stała ciężarówka Coca-Coli...


Chciałam jechać zobaczyć, nagrać... zostanę jednak w domu...
 

 
On: Brakuje uśmiechu, ale zdjęcie super.
Ja: Uśmiech jest, maluteńki.
On: Może na ustach. Na zdjęciu siostra królowej zimy.
Ja: To dobrze. Uśmiech mam dla nielicznych. Tych bliskich i wyjątkowych. Na żywo
On: Ok rozumiem. Dziękuję, że dla mnie jest. Ty też jesteś moim wyjątkiem.
Ja: Jak to?
On: Wyjątkowa. Po prostu taka moja.
Ja: Ładnie to zabrzmiało.


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Moja frustracja osiągnęła już taki poziom, że warczę na wszystko i wszystkich, krytykuję, narzekam, oceniam...

Chyba założę osobnego (hejterskiego) bloga na moje przemyślenia i mocne słowa. Tam będę wylewać pomyje, bez cenzury...

A tu będę po prostu sobą, w miarę normalną, smutną (czasem szczęśliwą) osóbką...
 

 
Ehhh, gdyby tak mieć możliwość, jak w ameryckich filmach", spakować walizkę, zmienić tożsamość, zatrzeć ślady, wyczyścić rejestry i "zniknąć" z powierzchni ziemi....

O o! Albo spotkać na swojej drodze takiego Morfeusza, co da kolorową pigułkę z napisem "Zapomnij, zacznij wszystko od nowa"...

Ehhh pomarzyć można... tylko co to da?
 

 
A wiecie, że całe dzieciństwo byłam przekonana, że byłam adoptowanym dzieckiem?
Rodzice pytali, dlaczego tak myślę, a ja odpowiadałam, że nie jestem do nich podobna z wyglądu.
Bo co miałam powiedzieć jako dziecko?
Już wtedy czułam, że coś jest nie tak, choć dopiero jako dorosła osoba to zrozumiałam.

Bo jeśli jest się rodzicem, to kocha się swoje dziecko do szaleństwa, tak? Skoczyłoby się za nim w ogień, tak? Oddałoby się swoje życie, tak?
A jeśli nie, to znaczyłoby, że owszem kocha się to dziecko, ale jednak jest granica... Tylko dlaczego? Bo nie jest to "prawdziwe" dziecko? A może jest jakieś chore, niedoskonałe?

Całe dzieciństwo miałam poczucie, że jestem inna, że coś jest ze mną nie tak. Nie rozumiałam, skąd się to brało.
Podziwiałam moje koleżanki, uważałam,że muszą być wyjątkowe, skoro rodzice chwalili je publicznie, bronili, byli z nich dumni.
Nie miałam poczucia żalu, nie zazdrościłam im tego, nie czułam się gorsza. Czułam się inna, taka zupełnie zwyczajna, niewyjątkowa. Czułam, że moi rodzice mnie kochają, pomimo że najwyraźniej byłam wybrakowana. Cieszyłam się, że ich mam. Cieszyłam się, że mnie jednak kochają, taką niedoskonałą.
A jednak czułam, że coś jest nie w porządku...
 

 
Wstydzę się przebywać w moim rodzinnym mieście...

"Na szczęście" obecnie mieszkam jakieś 1500km dalej, w innym kraju, więc na co dzień z premedytacją nie pamiętam o tym wstydzie... Ale raz na jakiś czas trzeba "tam" pojechać, spotkać się z lekarzem, odwiedzić prawnika czy urzędy. Niestety.
Normalny człowiek cieszy się na planowany wyjazd w rodzinne strony, nie może się doczekać. A ja się wstydzę.
Przez moją Mamę i jej zachowanie.

Nie chcę być źle zrozumiana - ja bardzo kocham swoich rodziców, w szczególności Mamę, wiele jej zawdzięczam, wychowała mnie na dobrego i uczciwego człowieka. Ale...
* moja Mama wspierała mnie tylko i wyłącznie na osobności, zawsze potrafiła powiedzieć, że we mnie wierzy, że jest ze mnie dumna i że postępuję właściwie, ale tylko i wyłącznie w cztery oczy, gdy nikt inny nie słyszał...
* moja Mama broniła mnie i moich racji tylko i wyłącznie w rozmowie ze mną, gdy opowiadałam jej różne zdarzenia czy historie - stała za mną murem, pod warunkiem, że byłyśmy tylko we dwie...

Jedyną "pochwałę", jaką czasem udało mi się usłyszeć z jej ust publicznie, były słowa: "to super" gdy odbierała mnie ze szkoły, a ja biegnąc do niej pochwaliłam się, że dostałam piątkę, w obecności innych rodziców i moich koleżanek...

Gdy ktoś próbował mnie oczernić, zrzucić na mnie winę za jakiś występek, czy starł się powiedzieć jaka to ja jestem niegrzeczna - Mama nigdy nie stanęła w mojej obronie. Zawsze się uśmiechała przepraszająco i odpowiadała, że "porozmawia z córką". Rozmowa się odbywała, prawda wychodziła na jaw, słyszałam słowa, że to mi wierzy, słyszałam słowa wsparcia, ale... to w domowym zaciszu, publicznie nigdy.

Niestety w dorosłym życiu jest to samo do dnia dzisiejszego. Z tą różnicą, że Mama posiadła kolejną super moc: odwracania wszystkiego kota ogonem i zwalania wszelkich win na mnie. Naprawdę wszelkich. Sprawcą złej pogody również jestem ja. (Reklamacje na złą pogodę przyjmuję w wiadomościach prywatnych )

Teraz, gdy mieszkam za granicą, niemożliwością jest kontrolowanie tego, co jest o mnie mówione wśród ludzi. A ludzie lubią gadać, a szczególnie dopowiadać. I nikt nigdy tego nie prostuje... nawet moja własna Mama.

Wstydzę się tam wracać, wstydzę się spojrzeń ludzi. Wszędzie widzę ironiczne uśmiechy, wszędzie słyszę odpowiedzi "taaa, jasneee". Wiem, że połowa z tego wszystkiego, to już moje urojenie i przewrażliwienie, które niestety wzięło się z faktów...
Moja Mama swój brak asertywności i skłonność do koloryzowania przypisuje mnie, zawsze mówi, że to ja zrobiłam/powiedziałam, że jestem taka czy owaka, że postępuję tak a nie inaczej... Wszystkie własne "cechy" i zachowania przerzuca na mnie. Zwłaszcza wtedy, gdy ktoś próbuje ją skrytykować - od razu to ja jestem winna...
Gdy spotykam przypadkiem jakąś koleżankę z dawnych lat na ulicy, a nie mam możliwości wejścia do sklepu, skręcenia czy przejścia na drugą stronę, to modlę się w duchu bardzo głośno, żeby mnie nie poznała lub nie zauważyła. Większość tych koleżanek zna moją Mamę, większość z nich pracuje w urzędach i sklepach, które moja Mama odwiedza.
Z żadnymi znajomymi z mojego rodzinnego miasta się nie spotykam, zawsze odpowiadam, że nie mam czasu, albo że już wyjeżdżam... Telefonu nawet nie odbieram.
Mam tylko jedną przyjaciółkę z dziecięcych lat, przed którą się nie wstydzę, ale pewnie głównie dlatego, że ona ma ten sam problem, co ja...

Wstydzę się... Na samą myśl o tym, że muszę tam lecieć pod koniec stycznia, dostaję sraczki (za przeproszeniem). Odwlekam moment kupienia biletów, kombinuję, żeby mój pobyt był jak najkrótszy. Nie chcę tam jechać, nie chcę tam być...

  • awatar What's up Megg: @Szkotka: Wiesz... gdy ktoś winę za swoje błędy i kłamstwa zrzuca na Ciebie, to choćbyś była niewinna i nieświadoma to zaczynając się bronić, próbując prostować - po prostu wychodzisz na kretynkę. I tego się wstydzę. Po raz kolejny zresztą...
  • awatar Szkotka: Niestety nie rozumiem. Co takiego mówi Twoja mama o Tobie, że się wstydzisz..?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Już wiem, skąd ten mój wisielczy nastrój...
Nie zauważyłam, kiedy nadszedł listopad.
Od 9 lat, rok w rok - fuckin' november.

I nawet, gdy zapominam, że to ten zły miesiąc, to on i tak znajdzie sposób, żeby mi o sobie przypomnieć, choćby złym nastrojem, katarem, zapchanym serwerem, czy spamem w skrzynce mailowej... Zawsze nadchodzi. I zawsze trwa 30 dni.
Często smród po nim ciągnie się nawet do połowy grudnia.
Pozostaje mieś nadzieję, że tym razem skończy się na 30 dniach.
Oby przetrwać...
 

 
Butelka whisky, dobry sex i brak wyrzutów sumienia.

Czasem tylko taki zestaw jest w stanie poprawić nastrój.

...

Ale to rozwiązanie tylko dla nielicznych.
Pić nie mogę, sex - nie ma z kim, a wyrzuty sumienia i tak by były...

Fucked up situation.
 

 
Jest do dupy... permanentnie

Nie chcę tutaj siać pesymizmu

A może wylewając tu swoje żale, będzie mi trochę lżej?
hmmm
 

 
Od dwóch dni nie dostaję powiadomień na maila o wpisach, komentarzach itp...

Jakim cudem nastąpiły zmiany, skoro pingerem nie opiekuje się nikt już od kilku lat???
  • awatar Ach2017: Opiekują się, przecież jakiś czas temu został sprzedany wirtualnej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.

Ale na szczęście jest Karma!

 

 
O to to!



Dodałabym jeszcze, że śmiertelnie się obrażą, bo w głowie im się nie mieści, jak możesz być taka/taki!!!
 

 
Niby ulga, bo wszystko wróciło w końcu do normy...

Ale czy tylko ja tak mam, że za każdym razem po walce o samą siebie, pojawiają się wyrzuty sumienia???

<młotkiem w łeb>
(była kiedyś taka emotka na oldschoolowym gg, 100 lat temu)
  • awatar Catrisa: Chyba jestem stara, bo pamiętam tą emotke ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
A znacie ten typ?:

Nie znam się, ale koniecznie się wypowiem?

hehehe
i trafi, taki baran, z tą swoją najmojszą racją na eksperta w dziedzinie... I co? Wiedząc, że się wygłupił, sprowadzi cię absurdalnymi argumentami do swojego poziomu i pokona doświadczeniem w głupocie. Na koniec stwierdzi, że się nie znasz. Hahahahahah

Że też moja pedagogiczna dusza musi zawsze trafić na takiego kretyna. To chyba kara jakaś... Zastanawiam się, co ja w życiu zrobiłam złego, że taka karma mnie dopada hehehehe


Na szczęście po chwilach grozy następuje błoga ulga, że dla mnie jest jeszcze nadzieja na spotkanie mądrych ludzi/bądź nie spotykanie takiej ilości baranów. A ten głupi już niestety głupi umrze.
Bang. 1 : 0 dla mnie...


Zazwyczaj nie uzewnętrzniam swoich przemyśleń na temat stosowania logicznego myślenia przez innych ludzi, gdyż koniec końców wychodzi na to, że skoro wiem więcej niż inni tzn. że jestem w hooy zarozumiała. I tak jakby kółeczko się zamyka... a świat się kręci dalej.
Ale czasem po prostu pękam.
I dzisiaj było to "czasem"...
Dzisiaj czara się przelała: gdyż trafiłam na mieszankę wybuchową: przypadek z postu obecnego i z postu poniżej w jednej osobie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nie cierpię ludzi, którzy wyżej srają niż dupy mają...

A już tacy, którzy mają na koncie sumę z czterema zerami na końcu i myślą, że są panami świata i innych ludzi, a co najlepsze, że Z PEWNOŚCIĄ nikt nie ma więcej niż oni, to chyba są najgorsi.

A najlepsze jest to, z jaką łatwością oceniają ludzi po pozorach. Bo przecież dla nich to oczywiste, że jeśli drugi człowiek nie chwali się na fejsbuniu stanem swojego konta, nie jeździ najnowszym bmw czy innym mercedesem, nie ocieka złotem, nie pokazuje kiczowatej opalenizny a'la skwarek z Hurgady i nie przywozi ton podróbek z Turcji - to znaczy, że jest zwykłym szarym przeciętnym lumpem, na którego owszem można spojrzeć, ale co najwyżej z politowaniem... Nowobogaccy kurwa!!

Dam się pociąć na kawałeczki, że gdyby im rzucić w twarz wyciągiem z ostatniego miesiąca, to by się kurwa zachłysnęli, a już na pewno zaczęliby włazić w dupę, tylko dlatego, żeby móc się na ukochanym fejsbuniu pochwalić, jakich to rekinów biznesu znają...

Jakby to powiedział mój serdeczny przyjaciel - NA POCHYBEL SKURWYSYNOM!!!

ps. Tak, wyszła ze mnie cała frustracja. Przepraszam. Ale muszę taką osobę znosić pod swoim dachem jeszcze dwa dni...
  • awatar What's up Megg: @Alex Spring: Tak, już spokój, ale smród pozostał nie do zniesienia :(
  • awatar Gość: Hah, skąd ja to znam. Identyko mój sąsiad z Pl. Współczuję, ale widzę, że post pisany 2 dni temu, więc już chyba masz spokój. PS. Taki szary przeciętny lump, jak napisałaś, jest 100 razy więcej wart niż ten 'nowobogacki'
  • awatar What's up Megg: @Catrisa: Muszę, nie mam wyjścia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jednego tutaj chyba nigdy nie pojmę...

Za każdym razem, gdy widzę człowieka w puchowej kurtce (bo nastał czas wiatrów, sztormów i innych huraganów), owiniętego szczelnie szalikiem, w grubych skarpetach i solidnych butach, czasem nawet w rękawiczkach (gdy ktoś należy do grupy wyjątkowych zmarzlaków) i w krótkich spodenkach (!!!) to się zastanawiam - gdzie tu logika??!!

Bo ja naprawdę rozumiem, że tu panuje moda na hartowanie od wieku noworodka, co kraj to obyczaj, ale kurczę bądźmy konsekwentni. Albo chociaż myślmy LOGICZNIE!
Po cholerę zakładać zimowe ubrania skoro po gołych nogach pizga aż gwiżdże?!?!?!



A może to po prostu ja jestem terrorystką logiki...
  • awatar Gusia: Albo laski w mini i rajstopkach przy -15 oraz ciepłej kurtce do pasa
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
No i mnie przytłoczyło. Wszystko. Nadmiar pracy, ból, stres, pogoda, samotność, kilometry...

Zaczęłam tęsknić i to cholernie. Za swoim dawnym życiem, sprzed jakichś dziesięciu lat.
Wszystkiego było wtedy więcej - więcej pracy, więcej bólu, więcej stresu, więcej negatywnych uczuć, więcej łez...
A jednak tęsknię za tym.
Pomimo całego zła czułam, że żyję.
A teraz? Jest tego wszystkiego jakby mniej, a jednak nie czuję, żebym żyła. To jest jak jakaś dziwna wegetacja...

Mam nadzieję, że to szybko minie, że to tylko wpływ nadchodzącej jesieni.
Ehhh