Wszystkie »

  • Wpisów:125
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:29 340 / 502 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
On: Ale czy na nowo nie byłoby zasiek?
Ja: Już pewnie są. Na wiosnę się nawet zazielenią.
On: Wypali się je.
Ja: To będzie jak stos dla czarownicy heheh
On: To spłoniemy razem. Grunt, że w dobrym towarzystwie.
Ja: Ciebie byłoby szkoda.
On: Nie, to ciebie byłoby szkoda.
 

 
Ja: W takich chwilach najchętniej bym się przytuliła. Albo żeby ktoś mnie przytulił.
On: Szkoda, że jesteś tak daleko, że nie mogę dosięgnąć
Ja: Szkoda, że ty jesteś tak daleko.
 

 
Nie pojawiałam się tutaj, bo świat mnie przytłoczył. W dosłownym tego słowa znaczeniu… Zresztą kolejny już raz w ostatnim czasie. Było i jest ciężko, a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że beznadziejnie.

Jestem już w Polsce. Jak na razie wszystko, co było zaplanowane, udało się zrealizować, aczkolwiek z dużymi bólami. Ale jestem do przodu. Tylko co z tego, skoro energia na pozostałą część planu niestety już się wyczerpała? Brak sił, brak chęci, brak humoru i motywacji. Dobija mnie dosłownie wszystko.

A najsmutniejsze jest to, że czuję się tutaj bardzo obco… Niby to mój dom rodzinny, niby moje miasto, niby wszystko znajome, nawet twarze w większości pamiętam… NIBY – to słowo klucz. Bo tak naprawdę nie czuję się, jakbym była w domu rodzinnym, miasta i tak nigdy nie lubiłam, a wszystko co znajome wołałabym nie pamiętać… niektórych osób tym bardziej…
Nawet rozmowy są już o niczym, bo i nie ma o czym rozmawiać. Smutne to. Moje angielskie życie jest dla wszystkich abstrakcją. Życie tych „wszystkich” tutaj jest dla mnie jeszcze większą abstrakcją. A przecież jeszcze niedawno sama żyłam pośród nich… Ale cieszę się, że są w miarę zdrowi, że żyją i mają się dobrze. Cieszę się, że są. Ale to już nie to samo…
Dookoła wszędzie język polski, za którym tak tęsknię będąc na wyspach. A jednocześnie dziwnie się czuję, gdy w końcu mogę się nim cieszyć.
Niby wszystko znajome, a jednak tak ogromnie obce, tak oddalone, tak dziwne. A właściwie to ja jestem tu obca, z innej galaktyki.
Nigdy tu nie pasowałam, ale teraz nie pasuję tu wybitnie…
Jestem rozdarta. I smutna… Mam mętlik w głowie.

Jestem wdzięczna za dwójkę najwspanialszych Przyjaciół, dla których czas spędzony ze mną nie jest czasem straconym. A dla mnie ten czas jest największym skarbem.
 

 
Po każdym naszym spotkaniu jest coraz gorzej, coraz ciężej… Coraz bardziej nie mogę znieść odległości, jaka nas dzieli, ograniczeń kontaktach, w rozmowach. Z każdym spotkaniem nasza przyjaźń jest większa, mocniejsza i bliższa. Brakuje mi Go coraz bardziej i coraz częściej. Czuję niedosyt, chce więcej i mocniej… Nie wytrzymam… Dlaczego nie możemy być bliżej siebie? Dlaczego los postawił między nami 2000 km? Dlaczego nie możemy dla siebie być, gdy tego najbardziej potrzebujemy? Dlaczego… ?
 

 
Jak to robicie, że dodajecie kilka wpisów dziennie??

Ja mogę dodać tylko jeden, kolejnych pinger już nie publikuje...
WTF?

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Trzeci dzień i znowu jest troszkę lepiej - bo wszystkie posiłki w całości dam radę zjeść.

Ale czuję się dosłownie przeżarta.

Gdybym dzisiaj miała dodawać do posiłków takie same ilości warzyw, jak do tej pory - to bym pękła z takim hukiem, że słyszeliby na północy Anglii.
Tak naprawdę najadłabym się porcją białka i tłuszczów, które mam rozpisane. Wystarczyłoby.

Osoby, które są na diecie i głodują - niech lepiej znajdą porządnego dietetyka klinicznego Serio

Jest jeden minus. Nadal boli mnie głowa. Organizm domaga się cukrów z przetworzonych produktów (bo słodyczy i tak nie jadłam). Nagle mu to zabrałam i pokazuje swoją siłę. Ale nie poddam się. Musi się zadowolić cukrami z owoców.

Jak na mieszkankę Anglii przystało - paracetamol przyjacielem mym
 

 
Wczoraj rozpoczęłam ostatnią z możliwych walkę o swoje zdrowie.
Po dwóch latach poszukiwań w końcu znalazłam dietetyka klinicznego specjalizującego się w mojej chorobie.
Tak, dieta to ostatnia z możliwych opcji. Leki działają, ale na krótko. Po 3-6 miesiącach trzeba zaczynać od nowa. I tak od 8 lat. Ale dosyć tego. Teraz moja kolej na kierowanie własnym życiem.

A więc pierwszy dzień zmiany żywienia był totalną masakrą. Byłam ostrzegana, że organizm przeżyje szok i będzie się bronił. I tak było… Nie dałam rady zjeść wyznaczonej ilości posiłków, ani ich wielkości. Po południu miałam taki zjazd energetyczny, że zasypiałam nawet chodząc. Czułam się, jakby mój duch wyszedł ze mnie, a ciało usilnie trzymało go za nogę… Masakra. Wieczorem dopadła mnie migrena najsilniejsza z możliwych, ale to nie był koniec. Bo na dokładkę dostałam tak silnych mdłości jakich w życiu swoim nie miałam.
Nocka z głowy…

Dzisiaj rano obudziłam się ze wstrętem do jedzenia. Do kuchni poszłam z płaczem. Wmusiłam w siebie połowę śniadania.

Już teraz wiem, jakim niedoborem białka raczyłam swój organizm dotąd, skoro nie może sobie poradzić z normalną dzienną dawką białka z pokarmów…
I tak, złamałam się – kupiłam izolat białka… Smakowo dupy nie urywa, ale lepszy szejk z proszkiem niż kolejna porcja jajek lub mięcha…

Będzie ciężko…..

Trzymajcie kciuki za moją walkę, proszę.
  • awatar What's up Megg: @Catrisa: @ღ ღ Tormenta ღ ღ: Dzięki :* :*
  • awatar ღ ღ Tormenta ღ ღ: Trzymam mocno :)
  • awatar Catrisa: Będę trzymać kciuki, wiem że dasz rade i sobie poradzisz!!!! Ja też mam problem z odżywianiem. Najważniejsze że zrobiłaś pierwszy krok ... z czasem będzie już tylko lepiej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Mogę się przyjaźnić z praktycznie każdym facetem. Nie oceniam za wybory życiowe, akceptuje je wszystkie, w końcu to nie moje życie. Liczy się dla mnie lojalność i zaangażowanie w przyjaźń.
A jeśli chodzi o związek – no tu już jest gorzej…
Ja rozumiem, że związek dwojga ludzi to sztuka kompromisów, ale:
- nie wyobrażam sobie zdrady w związku, braku lojalności, zaufania i szacunku,
- nie wyobrażam sobie być z kimś, kto wymaga ode mnie szeregu zmian, a sam nie zamierza kiwnąć palcem, by wprowadzić jakieś zmiany u siebie,
- nie potrafiłabym żyć z facetem-maminsynkiem, który nie wyobraża sobie mieszkać poza domem rodzinnym, jadania obiadów poza kuchnią mamusi, który najchętniej zaraz po pracy siadałby w fotelu z piwskiem w reku przed TV,
- nie chciałabym być z facetem, z którym nie miałabym szans wyjechać na wakacje, weekend czy małą wycieczkę, bo ten kręci nosem na jakąkolwiek aktywność wymagającą wyjście z domu, czy podróż, a nie daj boże zagraniczną… bo po co, skoro można podjechać nad pobliską sadzawkę w środku lasu, nad którą więcej jest butelek po alkoholu niż drzew, a woda jest aż zielona od odchodów i odpadków. Bo co to za różnica czy woda jest zielona od brudów, czy turkusowo-przeźroczysta w pięknym miejscu?
- jeśli chodzi o twoją pracę, to koniecznie musi być zwykła, standardowa, przy jakiejś taśmie w fabryce najlepiej*, gdzie nie będziesz musiała nic mówić ani się wykazać. Broń boże żebyś miała jakieś ambicje, czy chciała się kształcić. Co to to nie! Najlepiej żebyś była szarą myszką, niezaradną, nie miała pasji ani ambicji. No i absolutnie nie możesz mieć własnego zdania ani nic mądrego do powiedzenia, bo inaczej będziesz przemądrzała…
- i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność…

Ale najważniejsze – pamiętać, aby będąc w związku z kimś takim, żeby koniecznie być młodą wysportowaną, bez grama tłuszczyku laską (jednocześnie będąc szarą myszką). Taki jest wymóg. Tak wymaga „menszczyzna”… I nie ważne, że sam ma ubytki w uzębieniu, oddech śmierdzący mieszanką papierosów i strawionego piwska, zadyszkę po wejściu na 3 schodki i obwodzie pasa minimum 180cm (że żadne hula-hop nie pasuje)…. Nie ważne… bo to ty, kobieto, masz dorównać jego wymaganiom, a nie odwrotnie. Tu nie ma równouprawnienia czy partnerstwa.

Tak, są jeszcze tacy „menszczyźni” na świecie, w dużych ilościach niestety…
(Jak dobrze, że jednak mamy wolną wolę, rozum i prawo wyboru!)

W jakim kierunku ten świat zmierza????


* nie umniejszając fabrykom, ani ludziom tam pracującym.
 

 
Chciałabym stąd wyjechać

...
 

 
Ludzie myślą, że jak już się ciężko napracowali, aby zdobyć moje zaufanie i móc nazywać siebie moim przyjacielem, to mogą w końcu odpocząć. Otóż błąd. Nie można odpocząć od przyjaźni, rozmów, kontaktów, troski i obecności. Po prostu nie. A jeśli masz zamiar raz na jakiś czas rzucić mi ochłap swojego zainteresowania to zabieraj się razem z tym swoim ochłapem i nawet nie próbuj udawać, że ciągle ci zależy. Nie potrzebuję pseudo przyjaciół. Interesowni też nie są mi potrzebni. CześćNaraziePa. Bez odbioru. Tam są drzwi ---->
  • awatar Catrisa: Myślę tak samo. Nie można robić przerwy od przyjaźni i od przyjaciela.
  • awatar Gusia: Wszystko zależy od sytuacji i od sytuacji
  • awatar Indira: Ukradłam sobie fragment, mogę?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jeśli ktoś z Was chce jechać na wakacje, a nie wie dokąd - polecam gorąco Majorkę

Piękna wyspa. Wypożyczone auto na wszystkie dni pobytu, codzienne zwiedzanie i odkrywanie wyspy, zakamarków, itp. Ale niestety 7 dni to stanowczo za mało, żeby wszystko zobaczyć. I to pomimo tego, iż z jednej strony wyspy na drugą przejazd trwa jakąś godzinę. No po prostu się nie da Trzeba tam wrócić. Koniecznie.
  • awatar Catrisa: @What's up Megg: no to czekam! Pozdrawiam!
  • awatar What's up Megg: @Catrisa: Postaram się na dniach coś wstawić :)
  • awatar Catrisa: Może pochwalisz się jakimiś zdjęciami z tej Majorki? Zawsze jak jest fajnie to szybko leci czas (za szybko). Pozdrawiam!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
W końcu pogoda pozwala na to, że można siedzieć w ogrodzie pod parasolem, z komputerem na kolanach.

Mmmmm to lubię.

A do urlopu zostały już tylko trzy dni. W końcu zaczynam się odrobinę cieszyć.
  • awatar Catrisa: Ale to szybko przeleciało, życzę super urlopu!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
14 dni do urlopu, a moja radość jest równa zeru. I ani drgnie. To przesilenie wiosenne coś za długo trwa. Trzeba sobie kopa zasadzić na zapęd, bo jak tak dalej pójdzie to między wiosennym przesileniem a jesienną chandrą nawet nie zauważę różnicy...

Czas na jakieś zmiany!

Jakieś pomysły?
  • awatar Gusia: Też tak miałam ze niby kręciłam sie wokół mojego wyjazdu a traktowałam go jako czystą formalność. Dopiero gdy wyszłam z pracy poczułam to. Polecam jeśli nie byłaś przy takiej pogodzie Olsztyn
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Błąd dodawania wpisu. Wykryto spam.

Nosz ku%$#^& to chyba jakiś żart...
  • awatar What's up Megg: @Piotrdivine: Dzięki :) Może spróbuję następnym razem, skoro wczorajszy post nie wszedł, może nie miał się tu pojawić ;)
  • awatar Piotrdivine: Czasem system odrzuci. Spróbuj wrzucić nie cały wpis - a potem edytuj.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Misja szpilki zakończona sukcesem. A nawet podwójnym:
zamiast jednej pary, upolowałam dwie. W dodatku były w sumie dużo tańsze niż te pierwsze.

12 cm... poszalałam, zwłaszcza, że jakieś 4 lata biegałam bez szpilek. Trzeba sobie przypomnieć i potrenować, bo do lipca niewiele czasu zostało heheheh

I pomyśleć, że od czasów matury biegałam w szpilkach non stop, nawet po bułki do sklepu... Ściągałam je tylko do spania Cóż, czas już chyba wrócić do dawnych nawyków, dość odpoczywania
  • awatar What's up Megg: @Catrisa: A ja muszę sobie przypomnieć jak je obsługiwać hehe
  • awatar Catrisa: Duży ten obcas! Ja to w szpilkach kompletnie nie umiem chodzić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
O butach po raz drugi.
Ale w sumie nic nowego, no oprócz tego, że tym razem to misja "szpilki".

Tak, misja to dobre, duże słowo.
Wszystkie (dosłownie) spadają mi ze stopy. A sandałki mają pasek na palce w takim miejscu, że nadają się tylko do stania, bo przy próbie zrobienia kroku odcinają palce...

Albo ja mam niestandardowo wąską stopę, albo wszystkie buty w UK produkowane są na Fionę ze Shreka...
 

 
On: Czułem się naprawdę wyjątkowo. I cieszę się, że potrafiłaś mi tak zaufać. Nie musisz się obawiać o to, że się oddalamy. Bo to nieprawda.
Ja: Nie umiem wyjaśnić swoich przeczuć, które sprawdzają się w 99%. Dlatego napisałam, że nie chcę tego analizować, bo będzie tylko gorzej. Może to przez to, że tęsknię, a tęsknie przez to, że zaufałam.
On: Jesteś naprawdę wyjątkowa. Nie zapominaj nigdy o tym.
Ja: Wiesz, że tylko Ty mi mówisz takie rzeczy?
On: Bo pozwoliłaś się poznać.
Ja: Albo właśnie jeszcze mnie nie znasz. Może zmienisz zdanie. 
On: Znam. Walczysz o swoje, zbudowałaś mur wokół siebie, bardzo skutecznie.
Ja: Taaak, w budownictwie jestem niezła hahaha
On: A ja za Twoim przyzwoleniem mogłem się przez niego przebić. I też otworzyć się na Ciebie.
Ja: A może byłam już zmęczona tym budowaniem. Bo ileż można…

On: Dla mnie to były ważne chwile.
Ja: Dla mnie też. Długo będę to pamiętać.
On: Ja na zawsze.
Ja: Na zawsze to jest właśnie długo
  • awatar preen: @What's up Megg: zdecydowanie za duzo. Przekonalam sie na wlasnej skorze, niestety.
  • awatar What's up Megg: @preen: Ufff, to nie Łukasz, czyli znamy dwóch innych psycholi. Co w sumie nie jest zbytnio optymistyczne... Za dużo tych psycholi dookoła.
  • awatar preen: @What's up Megg: łukasz ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Ehhh... tyle do napisania, tyle do powiedzenia, a jeszcze więcej do przemyślenia.
Wypadałoby przelać to na pingerowy "papier", ale zwyczajnie nie mam sił. Wieczorami dosłownie padam. Od nadmiaru wszystkiego...
Padam, ruszyć palcem nie jestem w stanie, ale i zasnąć też nie mogę. I wtedy kłębią się największe myśli, najciekawsze rozwiązania, najbardziej cięte riposty...
Czy może ktoś polecić nieawaryjny rejestrator myśli z dużym zasobem giga bajtów?


28 dni do urlopu...
 

 
Jedyny plus dzisiejszego dnia? (bo niestety wczorajsza ładna pogoda nie utrzymała się do dzisiaj )

Mogłam założyć bluzę z wielkim kapturem, jeansy i trampki. I wsiąść za kierownicę mojego autka i beztrosko sobie pojeździć, przy okazji jakieś zakupy ogarnąć.
Bez pośpiechu, bez stania w korkach, bez pikającego telefonu informującego o kolejnych mailach.

Taaaak, auto, droga i ja. Jak za starych dobrych czasów.


Jeszcze tylko za motocyklem tęsknię
 

 
Nie było mnie tutaj 12 dni...
Przytłoczył mnie brak czasu, nawał pracy, choroba, ciulowa pogoda i ogólna wczesnowiosenna depresja. Wszystko na raz...

Mam wszystkiego dosyć.

Nawet już się nie cieszę, że za 38 dni urlop.
  • awatar Gusia: Za 12 ja. Odpocznę za Ciebie. Trzymaj się :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
50 dni do urlopu. Wytęsknionego, wymarzonego...

Tylko dlaczego jeszcze nie zaczęłam się cieszyć?

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wczoraj przeżyłam mały zawał serca....

W drodze do domu skończył mi się internet. A że czekałam na ważnego maila, postanowiłam zaparkować pod McDonald's.
No i siedzę sobie, słucham Nirvany i czekam na wiadomość i czekam. Moją uwagę zwróciła grupka facetów głośno rozmawiających przed wejściem. Nagle jeden z nich postanowił wejść do środka. I gdy się odwrócił, ja dostałam zawału serca. Prawie...

Wyglądał jak on... Ten sam wzrost, postura, ruchy, linia włosów. Tak samo głowa pochylona do przodu, te same wyłupiaste oczy... Nawet krzywa szczęka!!!
Zamarłam... Po sekundzie usłyszałam dokładnie jego głos - i tu nastąpiła ulga. To nie on...

Bo gdyby to był on... albo bym go zabiła, albo wyśledziła gdzie mieszka, a następnie postarała się o porządne przeszukanie jego domu, co w tym kraju jest bardzo łatwe do osiągnięcia...

Człowiek, który kilka lat temu w perfidny sposób mnie okłamał. Ja z litości mu pomogłam, zaopiekowałam się, zapewniłam dach nad głową, załatwiłam pracę. A on mnie oszukał, okradł, pomówił. Próbował mnie zniszczyć tylko dlatego, że nie miał u mnie żadnych szans...

To już 5 sobowtór, jakiego spotkałam w życiu. Jeden z nich jest nawet mężem mojej dobrej znajomej Zawsze mam ubaw, gdy na niego patrze, czy z nim rozmawiam. I zastanawiam się czy ojciec mojego dawnego znajomego rzeczywiście był takim przykładnym mężem i ojcem, czy jednak miał coś za uszami heheheh i pewnej gorącej nocy stworzył klona swojego syna
 

 
No dobra, dzisiaj było 16 stopni!!!
Lallallalala

Od razu humor lepszy, nawet trochę energii do działania się pojawiło

Oby tak dalej
 

 
Wiosny jak nie było tak nie ma...
  • awatar Catrisa: No niestety jeszcze nie ma :(
  • awatar Aniaaa12354: no tylko śnieżyca zza oknem :/
  • awatar .:Gośka:.: Od kiedy pamiętam to pierwszy dzień wiosny wcale nie był wiosenny. Zawsze za szczeniaka chodziliśmy na koncerty na Agrykoli i zawsze było kuźwa zimno.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dziś o jednym z moich przyjaciół, który ma rodzinę, ale prowadzi podwójne życie. (Pisałam o nim kilka wpisów wstecz).

Moja wielka obręcz tolerancji została dzisiaj mocno naciągnięta. W niektórych punktach nawet trochę popękała… Ale do rzeczy:

Mój przyjaciel-świnia od jakiegoś czasu ma… „przyjaciółkę”. Celowo napisałam w cudzysłowie, gdyż jak się dzisiaj okazało, nie do końca uczciwie ją traktuje. No ale czego się po nim spodziewać, skoro nie jest uczciwy wobec swojej rodziny, wobec siebie też nie zawsze…
No więc, dzisiaj wyszło na jaw, że on wcale jej nie szanuje, wcale za nią nie tęskni. Tęskni za chwilą, za momentem. Spędzonym z kimś. Nie ważne z kim. Nie koniecznie ona jest tu ważna…
Zabiega o te chwile, bo akurat ona na te chwile się godzi, jest chętna. On potrzebuje rozrywki, zapomnienia, jest od tego wręcz uzależniony, więc dla niego nie ważne z kim, ważne żeby ona też chciała, ważne żeby tych chwil mu dostarczyła…

Mało tego! On wykorzystuje jej problemy, doły i chwile słabości, aby pod woalką „oddanego” przyjaciela, zaproponować spotkanie, wyjazd. Że niby ona tego potrzebuje, że to jej pomoże się podnieść, że to ją wesprze. A tak naprawdę robi to po to, żeby się chwilę pobawić. Żeby nie napisać „zabawić”… Nacieszyć miłymi chwilami. Skorzystać z odskoczni swojego codziennego, nudnego, gównianego życia, z którego nie ma odwagi się uwolnić.

Współczuję jej. Nie wiem czego: ślepoty? głupoty? wewnętrznego magnesu na drani? czy cholernego pecha, że trafił jej się taki pseudo przyjaciel?

Dzisiaj przegiął. Skrzywił mój obraz jego osoby bezpowrotnie. Mam ochotę wytatuować mu na czole „cyniczny manipulant”.

A wiecie co jest najgorsze? Że jestem na niego wściekła, ale nie potrafię go skreślić. W końcu znamy się jak rodzeństwo: tak długo i tak dobrze…

A powinien dostać w pysk!... Kolejny zresztą już raz…
  • awatar What's up Megg: @Szkotka: Zazwyczaj, ale nie w tym przypadku. Dzieli nas ponad 2000km, a gdy jestem w kraju - prawie 600km. ;) I owszem przyjaźnimy się ponad 2 lata, jego zdążyłam poznać dość dobrze, a jego rodzinę znam z opowiadań. Jak dotąd. :)
  • awatar Szkotka: @What's up Megg: Myślałam, że się przyjaźnicie.. zazwyczaj zna się rodzinę przyjaciół.
  • awatar What's up Megg: @zatopionawmarzeniach: Owszem :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Setny wpis na blogu.

Brak energii, brak apetytu, brak chęci, brak motywacji do czegokolwiek...

Nawet nie chce mi się chcieć.

Odpuszczam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Czasem zdarzy się taki cud, że spotkamy osobę dokładnie taką samą jak my, tak samo myślącą, mającą takie same pomysły i to dokładnie w tej samej sekundzie.

Jak to cudownie rozumieć się bez słów, rozumieć uczucia drugiej osoby, odgadywać jej myśli i znać potrzeby. Bo przecież są dokładnie takie same jak nasze...

Jednocześnie znajdujemy wielką przeszkodę, nie pozwalającą cieszyć się tym fartem. A że nieszczęścia lubią chodzić parami, to te wielkie przeszkody są dwie. Gdy mamy wyjątkowego pecha - jest ich więcej...

Niestety...
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Poza domem szukamy tego, czego w domu nam brakuje.
Niby logiczne, niby oczywiste. Ale nie zawsze dobre. Zwłaszcza jeśli dotyczy to Bliskiej nam Osoby*.

Osoba ta tkwi w nieszczęśliwym związku. I choć próbowała go ratować, zmieniać, starała się, poświęcała - po prostu nie wyszło (no cóż, tak w życiu bywa) – i tak, w tym miejscu usprawiedliwiamy tą Osobę. I ta Osoba zamiast odejść, rozwieść się, pójść w swoją stronę, poszukać szczęścia gdzie indziej, woli tkwić w toksycznym związku - tylko po co: za karę? dla zagłuszenia wyrzutów sumienia? czy dla tzw. „zasady”?

Jednocześnie Osoba ta bezkarnie prowadzi podwójne życie, bo przecież może, bo przecież się starała, ale nie wyszło, bo tyle czasu była dobra, ale dostawała po dupie, więc teraz i ona może być tą złą, niedobrą… Odwet, zemsta… a raczej usprawiedliwienie, ucieszenie sumienia…

I chociaż sama jestem wyznawcą zasady, że gdy pomimo prób naprawy związku nie wychodzi, to lepiej się uczciwie rozstać i zacząć wszystko od nowa, niż okłamywać za plecami, to jednak Bliskiej Osoby nie oceniam, nie pouczam, nie daję dobrych rad w tym temacie. Jej prywatne życie, ja się nie wtrącam i koncentruję na naszych relacjach.

Ale czasami na maxa wkurwia mnie to, że Bliska mi Osoba, tak dobra, ciepła i wyrozumiała dla mnie jednocześnie jest dla kogoś innego zakłamaną świnią. I nie boję się nazwać tego po imieniu. I nie potrafię się z tym pogodzić… 

I dzisiaj jest właśnie to „czasami”…



bliska nam osoba* - osoba dla nas ważna, którą darzymy przyjaźnią, miłością. Którą cenimy. Która jest naszym powiernikiem, doradcą, wzorem, autorytetem, itp.
  • awatar What's up Megg: @Szkotka: Widzisz... ja od urodzenia wychowywałam się wśród chłopaków (14 kuzynów i ja jedna hehehe). Potem pracowałam prawie wyłącznie z facetami. Rozumiem ich bardziej, myślę jak oni. I potrafię się z nimi przyjaźnić. Mało tego - uważam, że przyjaźń z facetem jest bardziej wartościowa niż z kobietą. Nie ma tu zawiści, zazdrości, obłudy, fałszu... Jak coś jest nie tak, to prawda między oczy i znowu jest tak, jak przedtem :)
  • awatar What's up Megg: @zatopionawmarzeniach: Dokładnie tak :(
  • awatar Szkotka: @What's up Megg: Chyba nie wierzę w takie przyjaźnie. I z tego co widzę i jeden i drugi pewnie trochę Cię rwie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›