• Wpisów: 125
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 14:12
  • Licznik odwiedzin: 29 336 / 502 dni
 
whatsupmegg
 
What's up Megg: Jedna rzecz mnie zaskoczyła podczas tego pobytu. Spotkanie z przyjacielem. A raczej jego przebieg… Ciekawe co z tego wyniknie?  Bo moja sytuacja i jego sytuacja do najciekawszych nie należą…Hmmm


A więc było to tak:
Pojechałam do Polski na dwutygodniowy „urlop”, przy czym słowo urlop to duże nadużycie. Zaraz na drugi dzień w czwartek, miałam umówiony zabieg chirurgicznego usunięcia leżącej ósemki. To już druga, więc stres mniejszy: lekarza znałam, przebieg operacji też, wiedziałam, że jest nieprzyjemnie ale nic nie boli. O jakże się pomyliłam! :(
Przypadek gorszy od poprzedniego. W dodatku po pierwszym podważeniu zęba nagle całe moje znieczulenie zniknęło, dodatkowego nie można było mi dać ze względu na stale przyjmowane leki i dostałam już maksymalną dawkę… Więc dalsze podważanie, wyciąganie zęba i czyszczenie kości odbyło się na „żywca”… Założenie trzech szwów to już była pieszczota… Mam bardzo wysoki próg bólu, przeżyłam niejeden wypadek w życiu… ale to była trauma! Do tego stopnia, że przeżywałam ten zabieg przez kolejne dni, nie mogłam spać i nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Sama byłam tym zaskoczona! Plus był taki, że już na drugi dzień nie czułam bólu, nie miałam też szczękościsku, opuchlizny ani siniaka na pół twarzy…

Cały czas wspierał mnie On. Oczywiście na odległość, przez gg, ale jednak. We wtorek chyba było ze mną wyjątkowo źle, bo zapytał czy ma do mnie przyjechać. Oczywiście mieliśmy się spotkać, ale dopiero przed moim wyjazdem. Odpowiedziałam, że nie, bo nie czuję się dobrze, bo mam sprawy na głowie itp. Kilka godzin później napisał mi, że jest już w drodze i będzie na niecałe 3h. Wariat!

Przyjechał. Od razu mocno przytulił, pocałował w czoło i powiedział, że czuł, że go potrzebuję. Że wiedział, że musi przyjechać i pozbierać mnie do kupy. I że nie mógł postąpić inaczej. Że przyjaciół się nie zostawia…

Długo rozmawialiśmy. Długo mnie przytulał. Przy nim poczułam ulgę. Stres zniknął, o bólu zapomniałam. Poprosiłam, żeby został. Bez sensu przecież żeby jeździł po nocy. Został. Dalej rozmawialiśmy. Dalej mnie przytulał. Był moim przyjacielem.

W pewnym momencie mnie pocałował. Nie jak przyjaciel… Byłam zaskoczona, ale… również go pocałowałam. I w dupie miałam, że to mój przyjaciel, że nie powinniśmy tego robić, że jest poza moim zasięgiem, że jest nielegalny…

Czy miałam wyrzuty sumienia? Trochę tak… chyba. Z drugiej strony to ja łamałam swoje twarde zasady, to ja byłam nie w porządku wobec samej siebie. Ale było mi z tym dobrze…
A On? Cóż… gdyby tego nie chciał, to by tego nie zrobił. Nikt go nie zmuszał, nikt nie prowokował. Jego sumienie – jego sprawa. A może tego sumienia nie ma. Nie wiem, nie moja sprawa…

Jestem zimną suką. Wiem.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego