• Wpisów: 150
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 22 dni temu, 00:11
  • Licznik odwiedzin: 30 642 / 653 dni
 
whatsupmegg
 
What's up Megg: Zbyt szybko przywiązuję się do ludzi. I winą obarczam tutaj liczbę kilometrów… i mój introwertyzm.

Przebywając z kimś na co dzień, a raczej mając tego kogoś „na wyciągnięcie ręki” – jestem nieufna i zdystansowana. Buduję wokół siebie jakiś murek, nie zaprzyjaźniam się, pilnuję aby relacja nie wychodziła poza zdrowe koleżeńskie układy. A jeśli już takie się zawiążą – to zawsze według moich zasad. Bardzo restrykcyjnych. Zawsze. Tak jest dobrze i bezpiecznie. To eliminuje ryzyko rozczarowania drugim człowiekiem niemalże do zera. Bo po co kolejny raz się angażować, po co kolejny raz się rozczarować. Bo ludzie to świnie (w większości przypadków), jestem im potrzebna tylko wtedy, gdy dzięki mnie mogą coś osiągnąć, coś zdobyć, wybić się itp.

Inna sprawa gdy w grę wchodzi duża odległość. Wtedy łatwo mi przychodzi poznawanie drugiego człowieka i odkrywanie samej siebie. Łatwo przychodzi namiastka zaufania. Łatwiej powstaje przyjaźń. Często ujawnia się pokrewieństwo dusz, poparte „dziwnymi” zbiegami okoliczności z przeszłości, które są dowodami na to, że kiedyś już Los próbował skrzyżować nasze drogi. Czasem wielokrotnie.

Potem następuje spotkanie. Lub kilka. A razem z nim spełnienie, spokój i zadowolenie, że jednak dało radę spotkać kogoś wartościowego, bezinteresownego. Kogoś, kto cię akceptuje w 100%, razem z największymi wadami. Kogoś, kto potrafi cieszyć się z tobą z byle pierdoły, użyczy rękawa, gdy chcemy popłakać, wesprze, a gdy trzeba mocno potrząśnie i zrzuci z niebieskiej chmurki na ziemię. Jesteśmy szczęśliwi, że właśnie nam udało się spotkać taką Osobę. ALE… Spotkanie takiej Osoby zawsze kończy się boleśnie. Czas spędzony razem zawsze jest zbyt krótki i zbyt szybko ucieka. Ukraść czasu nie można, istnieją przeszkody, których pokonywać nie wolno. Im bardziej próbujemy się cieszyć z danego czasu, tym bardziej bolą znikające nieubłaganie sekundy. A potem trzeba się mocno przytulić, podziękować za wspólny, jakże cenny czas, spojrzeć w oczy, uścisnąć dłonie i pozwolić odejść, odjechać… Każde w inną stronę. Jedno wsiada do auta i pokonuje kilkaset kilometrów. Drugie wsiada w taksówkę, jedzie na lotnisko, wsiada do samolotu i odlatuje, półtora tysiąca kilometrów dalej…

Nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle będzie im dane ponownie się spotkać… Minie pół roku, miną dni, godziny, sekundy… Już nic nigdy nie będzie takie samo. Będzie lepiej. Albo będzie gorzej. Będzie tęsknota. I ból. Uczucie bezsilności. Bo nic nie można zmienić. Bo wszystko zależy od nich, ale jednocześnie żadne z nich nie może nic zrobić.

Pierwszy tydzień jest najgorszy. Wspomnienia wciąż żywe, kolorowe i tak prawdziwe, że można je dotknąć, można poczuć na skórze. I pomimo że piękne, pomimo radości, że to wszystko się wydarzyło, towarzyszy im wielki ból.
Wraz z upływającym czasem ból jest coraz mniejszy, to plus. Ale i wspomnienia zaczynają się zacierać, szczegóły umykać, emocje opadać. Każdego dnia coraz bardziej i bardziej.

I oby jakiekolwiek zostały, gdy minie pół roku, gdy zmniejszy się liczba kilometrów, gdy pojawi się szansa, by ponownie się zobaczyć, przytulić, spojrzeć w oczy, uścisnąć dłonie…
Oby…

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    @zatopionawmarzeniach: Otóż to. ;) A do poczytania zapraszam :) tylko uprzedzam, to nie jest całość, to tylko urywki wyrwane z kontekstu :D
     
  •  
     
    Z zaufaniem do ludzi też tak poniekąd mam, muszę bardzo dobrze człowieka poznać żebym mogła z nim na luzie rozmawiać o sobie, swoich uczuciach, życiu.
    A skoro to twój dobry przyjaciel? to warto troche potęsknić aby znów móc go po jakimś czasie zobaczyć, to naprawde scala przyjaźń, i zdecydowanie musze poczytać sobie twoje wszystkie wpisy, jakoś tak ciekawie masz w życiu...z panem przyjacielem.
     
  •  
     
    @SamotnaJow: Dokładnie, dwa najgorsze tygodnie minęły i nastąpił pełny powrót do dnia codziennego :) Na szczęście :) Co do wiązania - na szczęście przyjaźnić się można i na odległość. A gdy przyjaciel jest prawdziwy - to da się z nim normalnie (jak gdyby nie dzieliło nas pół świata) pogadać, choćby i po długiej rozłące. :)
     
  •  
     
    Znam ten ból doskonale. Właśnie najgorsza jest ta rozłąka. Boli do dwóch tygodni. Potem człowiek wpada w rutynę od nowa buduje ten swój zburzony mur. Żyje i nagle ta osoba znów się odzywa że chce się spotkać i człowiek czuje się taki dziki jakby ta druga osoba była zupełnie obca i zaczyna się oswajanie. Na długą metę to nie ma szans na przetrwanie za dużo przeżywacie bez siebie za mało wspólnych wspomnień problemów i przeszkód a tylko one wiążą dwoje ludzi na zawsze
     
  •  
     
    @W Życiu o Życiu: Przyjaźnić się można na odległość :) aczkolwek ciężko strasznie. I ta świadomość, że nie można zadzwonić i spotkać się za chwil kilka :( No ale nie można mieć wszystkiego :(
     
  •  
     
    podziwiam Cię bo ciężko jest tak żyć z kimś na odległość.. czemu nie wsiąść w samolot i polecieć za nim? jeśli czujesz ze to jest właśnie to?