• Wpisów: 150
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 22 dni temu, 00:11
  • Licznik odwiedzin: 30 642 / 653 dni
 
whatsupmegg
 
What's up Megg: Wczoraj rozpoczęłam ostatnią z możliwych walkę o swoje zdrowie.
Po dwóch latach poszukiwań w końcu znalazłam dietetyka klinicznego specjalizującego się w mojej chorobie.
Tak, dieta to ostatnia z możliwych opcji. Leki działają, ale na krótko. Po 3-6 miesiącach trzeba zaczynać od nowa. I tak od 8 lat. Ale dosyć tego. Teraz moja kolej na kierowanie własnym życiem.

A więc pierwszy dzień zmiany żywienia był totalną masakrą. Byłam ostrzegana, że organizm przeżyje szok i będzie się bronił. I tak było… Nie dałam rady zjeść wyznaczonej ilości posiłków, ani ich wielkości. Po południu miałam taki zjazd energetyczny, że zasypiałam nawet chodząc. Czułam się, jakby mój duch wyszedł ze mnie, a ciało usilnie trzymało go za nogę… Masakra. Wieczorem dopadła mnie migrena najsilniejsza z możliwych, ale to nie był koniec. Bo na dokładkę dostałam tak silnych mdłości jakich w życiu swoim nie miałam.
Nocka z głowy… :/

Dzisiaj rano obudziłam się ze wstrętem do jedzenia. Do kuchni poszłam z płaczem. Wmusiłam w siebie połowę śniadania.

Już teraz wiem, jakim niedoborem białka raczyłam swój organizm dotąd, skoro nie może sobie poradzić z normalną dzienną dawką białka z pokarmów… :/
I tak, złamałam się – kupiłam izolat białka… Smakowo dupy nie urywa, ale lepszy szejk z proszkiem niż kolejna porcja jajek lub mięcha… :(

Będzie ciężko…..

Trzymajcie kciuki za moją walkę, proszę.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego