Wszystkie »

  • Wpisów:114
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:wczoraj, 18:41
  • Licznik odwiedzin:28 051 / 445 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
On: Wiesz, że tęsknię? Że nie jesteś bliżej.
Ja: Jak to?
On: A co, mnie nie wolno?
Ja: Wolno, oczywiście, że wolno. Myślałam, że Ci przeszło. Zazwyczaj tęsknota przechodzi po jakichś dwóch tygodniach i już się nie tęskni tak samo
On: A jednak.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Ja: Kiepski dzień, ciężki, mam ochotę się rozpłakać, a robię to bardzo rzadko…
On: Dlatego się pojawiam. Czuję gdy jestem potrzebny.
Ja: No ale niestety nie możesz tu być.
On: Ale zawsze mogę posłuchać. Czasami uda mi się coś mądrego powiedzieć
Ja: W sumie to nie ma o czym mówić. Jest kiepsko, źle się czuję, muszę przeczekać, wytrwać, jakoś sobie poradzić.
On: Główka do góry.
Ja: Jak zawsze…
On: I to w Tobie lubię.
  • awatar SamotnaJow: Ważne że chciał pomóc :)
  • awatar What's up Megg: @Szkotka: Masz rację, że czasem wszystko opada, gdy się słyszy takie słowa. ;) Na szczęście tym razem aż tak źle nie było. No i wykazał się większym wsparciem słownym w dalszej części rozmowy heheh :D
  • awatar Szkotka: @What's up Megg: Człowiek ma niekiedy ochotę wyć z bezsilności.. i jakbym usłyszała: główka do góry.. to bym przypierdoliła ;) Jakiś On taki dziwny jest. No ale najważniejsze, że Tobie się podoba.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Dzisiaj było 12 stopni... na plusie!!!

W końcu! Wiosna zaczyna przeganiać wstrętną zimę. Co prawda metodę ma średnią, bo używa wielogodzinnych ulew, ale jeśli to ma być skuteczne - to niech pada!!!

Na pocieszenie zaszalałam i zamówiłam sobie wielką pakę kostiumów kąpielowych (z myślą o urlopie).
A płacąc za zamówienie po prostu zamknęłam oczy (coby się nie stresować) hehe
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Brak chęci, apetytu, motywacji i sił... Ta pogoda mnie dobija
Na szczęście Emma się oddala, może słonko mi zwróci i będzie lepiej.

Oby do wiosny.

Oby do maja.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Zbyt szybko przywiązuję się do ludzi. I winą obarczam tutaj liczbę kilometrów… i mój introwertyzm.

Przebywając z kimś na co dzień, a raczej mając tego kogoś „na wyciągnięcie ręki” – jestem nieufna i zdystansowana. Buduję wokół siebie jakiś murek, nie zaprzyjaźniam się, pilnuję aby relacja nie wychodziła poza zdrowe koleżeńskie układy. A jeśli już takie się zawiążą – to zawsze według moich zasad. Bardzo restrykcyjnych. Zawsze. Tak jest dobrze i bezpiecznie. To eliminuje ryzyko rozczarowania drugim człowiekiem niemalże do zera. Bo po co kolejny raz się angażować, po co kolejny raz się rozczarować. Bo ludzie to świnie (w większości przypadków), jestem im potrzebna tylko wtedy, gdy dzięki mnie mogą coś osiągnąć, coś zdobyć, wybić się itp.

Inna sprawa gdy w grę wchodzi duża odległość. Wtedy łatwo mi przychodzi poznawanie drugiego człowieka i odkrywanie samej siebie. Łatwo przychodzi namiastka zaufania. Łatwiej powstaje przyjaźń. Często ujawnia się pokrewieństwo dusz, poparte „dziwnymi” zbiegami okoliczności z przeszłości, które są dowodami na to, że kiedyś już Los próbował skrzyżować nasze drogi. Czasem wielokrotnie.

Potem następuje spotkanie. Lub kilka. A razem z nim spełnienie, spokój i zadowolenie, że jednak dało radę spotkać kogoś wartościowego, bezinteresownego. Kogoś, kto cię akceptuje w 100%, razem z największymi wadami. Kogoś, kto potrafi cieszyć się z tobą z byle pierdoły, użyczy rękawa, gdy chcemy popłakać, wesprze, a gdy trzeba mocno potrząśnie i zrzuci z niebieskiej chmurki na ziemię. Jesteśmy szczęśliwi, że właśnie nam udało się spotkać taką Osobę. ALE… Spotkanie takiej Osoby zawsze kończy się boleśnie. Czas spędzony razem zawsze jest zbyt krótki i zbyt szybko ucieka. Ukraść czasu nie można, istnieją przeszkody, których pokonywać nie wolno. Im bardziej próbujemy się cieszyć z danego czasu, tym bardziej bolą znikające nieubłaganie sekundy. A potem trzeba się mocno przytulić, podziękować za wspólny, jakże cenny czas, spojrzeć w oczy, uścisnąć dłonie i pozwolić odejść, odjechać… Każde w inną stronę. Jedno wsiada do auta i pokonuje kilkaset kilometrów. Drugie wsiada w taksówkę, jedzie na lotnisko, wsiada do samolotu i odlatuje, półtora tysiąca kilometrów dalej…

Nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle będzie im dane ponownie się spotkać… Minie pół roku, miną dni, godziny, sekundy… Już nic nigdy nie będzie takie samo. Będzie lepiej. Albo będzie gorzej. Będzie tęsknota. I ból. Uczucie bezsilności. Bo nic nie można zmienić. Bo wszystko zależy od nich, ale jednocześnie żadne z nich nie może nic zrobić.

Pierwszy tydzień jest najgorszy. Wspomnienia wciąż żywe, kolorowe i tak prawdziwe, że można je dotknąć, można poczuć na skórze. I pomimo że piękne, pomimo radości, że to wszystko się wydarzyło, towarzyszy im wielki ból.
Wraz z upływającym czasem ból jest coraz mniejszy, to plus. Ale i wspomnienia zaczynają się zacierać, szczegóły umykać, emocje opadać. Każdego dnia coraz bardziej i bardziej.

I oby jakiekolwiek zostały, gdy minie pół roku, gdy zmniejszy się liczba kilometrów, gdy pojawi się szansa, by ponownie się zobaczyć, przytulić, spojrzeć w oczy, uścisnąć dłonie…
Oby…
  • awatar zatopionawmarzeniach: Z zaufaniem do ludzi też tak poniekąd mam, muszę bardzo dobrze człowieka poznać żebym mogła z nim na luzie rozmawiać o sobie, swoich uczuciach, życiu. A skoro to twój dobry przyjaciel? to warto troche potęsknić aby znów móc go po jakimś czasie zobaczyć, to naprawde scala przyjaźń, i zdecydowanie musze poczytać sobie twoje wszystkie wpisy, jakoś tak ciekawie masz w życiu...z panem przyjacielem.
  • awatar What's up Megg: @SamotnaJow: Dokładnie, dwa najgorsze tygodnie minęły i nastąpił pełny powrót do dnia codziennego :) Na szczęście :) Co do wiązania - na szczęście przyjaźnić się można i na odległość. A gdy przyjaciel jest prawdziwy - to da się z nim normalnie (jak gdyby nie dzieliło nas pół świata) pogadać, choćby i po długiej rozłące. :)
  • awatar SamotnaJow: Znam ten ból doskonale. Właśnie najgorsza jest ta rozłąka. Boli do dwóch tygodni. Potem człowiek wpada w rutynę od nowa buduje ten swój zburzony mur. Żyje i nagle ta osoba znów się odzywa że chce się spotkać i człowiek czuje się taki dziki jakby ta druga osoba była zupełnie obca i zaczyna się oswajanie. Na długą metę to nie ma szans na przetrwanie za dużo przeżywacie bez siebie za mało wspólnych wspomnień problemów i przeszkód a tylko one wiążą dwoje ludzi na zawsze
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
... A potem nazwał mnie swoim słonkiem...

hahahahah

Nie nabieramy się, Megg. Nie nabieramy
  • awatar Szkotka: @What's up Megg: Wybacz, ale z Twoich opowieści wynika, że to jakaś pierdoła-facet. Takie podchody i zabawy są dla małolatów..
  • awatar What's up Megg: @Szkotka: Nie jest dziwny. Jest po prostu typowym facetem. I tyle. ;)
  • awatar Szkotka: Jakiś dziwny ten facet..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
On: A zrobiłabyś coś inaczej podczas naszego spotkania?
Ja: Hmmm… To zależy…
On: Nie patrz na mnie, czy Ty byś zrobiła coś inaczej?
Ja: To zależy, czy dalej tak samo się przyjaźnimy, czy już może nie…
On: Przyjaźnimy. U mnie nic się nie zmieniło.
Ja: Skoro jest po staremu to nie. Bo po co zmieniać coś co było, nie da się. I dobrze, że się nie da zmieniać pięknych wspomnień. Trzeba je zapamiętać. A nie zmieniać. I żałować.
On: Piękne słowa. Pocałowałbym cię za nie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Tęsknił za mną.

Bez sensu…




Ja też tęsknie. I to też jest bez sensu…

  • awatar What's up Megg: @Catrisa: Nie kocha, bo to tylko przyjaźń. Nie trzeba kochać, by za kimś tęsknić ;) I to nie on wyjechał, tylko ja ;)
  • awatar What's up Megg: @W Życiu o Życiu: Nie wiem. To się okaże.
  • awatar Catrisa: Jak tęskni to kocha :) czas szybko zleci i wróci.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Po drugim spotkaniu ustawił opis na gg: „zbierając muszle czasem i odnajdziemy tą z perłą”.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
To spotkanie było totalnym zaskoczeniem. Dla mnie i dla niego. Tylko szczerość, bez kręcenia, owijania w bawełnę, itp. Sama prawda. I bliskość. Zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej. Związaliśmy ze sobą jeszcze bardziej. Żadnych obietnic, zobowiązań, deklaracji. Nic.

Bliskość, przyjaźń, szczerość, szacunek. I siła. Brak murów, barier, granic (oprócz jednej).
Było cudownie. Byłam szczęśliwa. On też. Mówił o tym. Widziałam to. Nie mogliśmy się rozstać.
Miałam ochotę roztrzaskać jego służbowy telefon dzwoniący od świtu. Chciałam powiedzieć jego szefowi, żeby spadał (delikatnie mówiąc hehe). Chciałam zatrzymać czas. Nie chciałam, żeby odjeżdżał. Nie chciałam wyjeżdżać ja.
Pół roku. To długo…

Ale to i tak nie ma znaczenia. Bo nic się nie zmieni. Ani wszechświat, ani czas, ani odległość, ani relacje…
Bez sensu…

Bratnia dusza zawsze jest daleko. Za daleko…
Bez sensu…
  • awatar What's up Megg: @W Życiu o Życiu: Jeśli praca pozwala na tak częste wyjazdy to pozazdrościć :) i grzech nie korzystać ;) Też lubię zwiedzać :)
  • awatar W Życiu o Życiu: @What's up Megg: lubię zwiedzać ;) w tym roku planuję: Lublin, Poznać, Tarnów. Ale czas pokaże jak to wyjdzie
  • awatar What's up Megg: @W Życiu o Życiu: Rozrzut niezły ;) No ja od prawie czterech lat jedynie stolicę oraz rodzinne miasto odwiedzam ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
„Chcesz się dzisiaj przytulić?” – wiadomość od Niego 3 dni do mojego wyjazdu. I brak możliwości na spotkanie przed wylotem. Nadmiar pracy, nadmiar spraw, totalny brak czasu.
Odpisałam: „Zawsze” – chociaż wiedziałam, że to niemożliwe. Był ponad 700km ode mnie. Wiedziałam, że nazajutrz musi być w Warszawie. Warunek pogodowy – delikatnie mówiąc kiepski.
„To dobrze, bo jadę do ciebie

Wariat!

Cieszyłam się jak dziecko. I nie mogłam uwierzyć, że robi objazd na 1200km tylko po to, żeby jeszcze raz mnie przytulić. I to po 17h za kierownicą (łącznie).
Argument miał mocny – do Polski przylecę dopiero w lipcu (jeśli się uda).

Kto robi takie rzeczy, ja się pytam????

 

 
Nie ufam ludziom. W ogóle. Z zasady. Z doświadczenia wiem, że nie warto i nie wolno. Nikomu. Nigdy.

Zdarzył się wyjątek. Zaufałam. Odrobinę. Nie wykorzystuj tego. Nie zabijaj mnie. Już nie wstanę…
 

 
Nie każdy facet to zimny drań. A nawet jeśli to i zimny drań ma uczucia. Czuje.
Czasem jest zimnym draniem naprawdę, a czasem tylko takiego gra.
Czasem jest zimnym draniem dla wszystkich, czasem robi dla kogoś wyjątek.
Whatever…
Ale czasem drań na ułamek sekundy zapomina, że cały czas ma być zimny. Czasem ten ułamek wystarczy, aby wkraść się do środka i zobaczyć prawdziwe wnętrze. Czasem i ono jest zimne. A czasem można dostrzec malutka ciepłą iskierkę. Wystarczy się do niej zbliżyć – wtedy widać, że drań ma uczucia, że jest wrażliwy, potrafi czuć, potrafi się cieszyć, ale i cierpieć. Czasem nawet bardzo boleśnie. Potrafi poświęcić całe swoje życie i szczęście dla kogoś, często ten ktoś nie jest tego wart. Ale drań potrafi, ma ego, jest honorowy.

Pierdolone ego i pierdolony honor – potrafią zniszczyć życie, zabić szczęście, stłamsić siłę do walki o lepsze życie.
 

 
Ja: Nic tam nie buduję. Nie mam z czego budować ani dla kogo. A marzenie mam tylko jedno. I nie ma związku pracą…
On: To znajdziesz.
Ja: Nie
On: I tego jestem pewien. Tylko zamykasz się. Wprowadzasz sama sobie ograniczenia, których nikt od ciebie nie wymaga.
Ja: Nie znajdę. To jedno marzenie się nie spełni. A wiesz dlaczego? Bo gdy ludzie marzą są w stanie spełnić je wszystkie oprócz jednego. A ja mam tylko to jedno. Dlatego się nie spełni…
On: Nigdy nie mów nigdy, żaden i każdy.
Ja: Yhhh
On: To przynosi wiele niespodzianek.
Ja: Mi się trafiają te najgorsze… a jak mam farta i trafi się fajna niespodzianka, to jest tylko chwilowa i nie mogę jej zatrzymać. Nie może być moja. Moje są tylko te niefajne.
On: To chwytaj chwile. I będą we wspomnieniach, marzeniach.
Ja: Ale po co? Będą mi przypominać o tym, że nawet te chwile nie są dla mnie.
On: Ta jedna dwa dni temu była cała twoja.
Ja: Była. Ale już nie jest. A z czasem i szczegóły się zatrą w pamięci. Właśnie dlatego nawet ta chwila nie będzie moja Ja już chyba nie potrafię cieszyć się życiem.
On: Moim przyjazdem się cieszyłaś.
Ja: Bardzo…
On: A ta chwila była tylko twoja i tylko dla nas.
Ja: Dla ciebie też?
On: Tak.
Ja: Mam nadzieję, że nie zrobiłeś tego tylko po to, żeby mi poprawić nastrój albo coś mi udowodnić.
On: Dlatego, że chciałem. I dla ciebie wyłącznie.
Ja: Mam nadzieję, że mówisz to szczerze.
On: Dziś wszystko powiedziałem do końca szczerze.
Ja: Dziś… a przedwczoraj?
On: Też.
 

 
Jedna rzecz mnie zaskoczyła podczas tego pobytu. Spotkanie z przyjacielem. A raczej jego przebieg… Ciekawe co z tego wyniknie? Bo moja sytuacja i jego sytuacja do najciekawszych nie należą…Hmmm


A więc było to tak:
Pojechałam do Polski na dwutygodniowy „urlop”, przy czym słowo urlop to duże nadużycie. Zaraz na drugi dzień w czwartek, miałam umówiony zabieg chirurgicznego usunięcia leżącej ósemki. To już druga, więc stres mniejszy: lekarza znałam, przebieg operacji też, wiedziałam, że jest nieprzyjemnie ale nic nie boli. O jakże się pomyliłam!
Przypadek gorszy od poprzedniego. W dodatku po pierwszym podważeniu zęba nagle całe moje znieczulenie zniknęło, dodatkowego nie można było mi dać ze względu na stale przyjmowane leki i dostałam już maksymalną dawkę… Więc dalsze podważanie, wyciąganie zęba i czyszczenie kości odbyło się na „żywca”… Założenie trzech szwów to już była pieszczota… Mam bardzo wysoki próg bólu, przeżyłam niejeden wypadek w życiu… ale to była trauma! Do tego stopnia, że przeżywałam ten zabieg przez kolejne dni, nie mogłam spać i nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Sama byłam tym zaskoczona! Plus był taki, że już na drugi dzień nie czułam bólu, nie miałam też szczękościsku, opuchlizny ani siniaka na pół twarzy…

Cały czas wspierał mnie On. Oczywiście na odległość, przez gg, ale jednak. We wtorek chyba było ze mną wyjątkowo źle, bo zapytał czy ma do mnie przyjechać. Oczywiście mieliśmy się spotkać, ale dopiero przed moim wyjazdem. Odpowiedziałam, że nie, bo nie czuję się dobrze, bo mam sprawy na głowie itp. Kilka godzin później napisał mi, że jest już w drodze i będzie na niecałe 3h. Wariat!

Przyjechał. Od razu mocno przytulił, pocałował w czoło i powiedział, że czuł, że go potrzebuję. Że wiedział, że musi przyjechać i pozbierać mnie do kupy. I że nie mógł postąpić inaczej. Że przyjaciół się nie zostawia…

Długo rozmawialiśmy. Długo mnie przytulał. Przy nim poczułam ulgę. Stres zniknął, o bólu zapomniałam. Poprosiłam, żeby został. Bez sensu przecież żeby jeździł po nocy. Został. Dalej rozmawialiśmy. Dalej mnie przytulał. Był moim przyjacielem.

W pewnym momencie mnie pocałował. Nie jak przyjaciel… Byłam zaskoczona, ale… również go pocałowałam. I w dupie miałam, że to mój przyjaciel, że nie powinniśmy tego robić, że jest poza moim zasięgiem, że jest nielegalny…

Czy miałam wyrzuty sumienia? Trochę tak… chyba. Z drugiej strony to ja łamałam swoje twarde zasady, to ja byłam nie w porządku wobec samej siebie. Ale było mi z tym dobrze…
A On? Cóż… gdyby tego nie chciał, to by tego nie zrobił. Nikt go nie zmuszał, nikt nie prowokował. Jego sumienie – jego sprawa. A może tego sumienia nie ma. Nie wiem, nie moja sprawa…

Jestem zimną suką. Wiem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
...with the lights out, it's less dangerous...



Load up on guns
Bring your friends
It's fun to lose and to pretend
She's overboard, self assured
Oh no I know, a dirty word

Hello, hello, hello, how low [x3]
Hello, hello, hello

With the lights out, it's less dangerous
Here we are now, entertain us
I feel stupid and contagious
Here we are now, entertain us
A mulatto, an Albino
A mosquito, my libido, yeah

Hey, yay

I'm worse at what I do best
And for this gift, I feel blessed
Our little group has always been
And always will until the end

Hello, hello, hello, how low [x3]
Hello, hello, hello

With the lights out, it's less dangerous
Here we are now, entertain us
I feel stupid and contagious
Here we are now, entertain us
A mulatto, an Albino
A mosquito, my libido, yeah

Hey, yay

And I forget just why I taste
Oh yeah, I guess it makes me smile
I found it hard, it was hard to find
Oh well, whatever, nevermind

Hello, hello, hello, how low [x3]
Hello, hello, hello

With the lights out, it's less dangerous
Here we are now, entertain us
I feel stupid and contagious
Here we are now, entertain us
A mulatto, an Albino
A mosquito, my libido

A denial, A denial, A denial, A denial, A denial
A denial, A denial, A denial, A denial
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

On: Ja przez szacunek, nie zrobiłbym nic przeciwko Tobie. Ale wewnętrznie nie mam tam dobrego serduszka. Szanuję ludzi, nie krzywdzę umyślnie, ale manipuluję, wykorzystuję i nie mam wyrzutów sumienia. Lubię pomagać, opiekować się, ale lubię też manipulować, kierować innymi. Żyję wolnością. Wszystko przyjmuję źle, a dobre wieści bez emocji. Potrafię rozwalić porażkę w jeden dzień, a wygraną nawet się nie przejąć.
Ja: To tylko poza. W głębi jesteś dobrym człowiekiem i masz dobre serce.
On: To nie poza. Nie jestem dobrym człowiekiem, jestem zły.
Ja: A myślisz, że ja jestem inna? Ja też mam swoją ciemną stronę. Też manipuluję ludźmi, głównie po to, żeby było mi wygodnie. Kłamię – bardzo często i po to, by osiągnąć swój cel lub obronić własny tyłek. Lubię kłamać, szczególnie w żywe oczy. Lubię patrzeć jak ludzie to łykają. Czuję wtedy satysfakcję z tego, jaką moje kłamstwo ma moc. I niedowierzanie jakie to wszystko jest proste… Jestem leniwa i mega wygodna. I lubię grę w odwracanie kota ogonem – tak dla sportu. I uwielbiam udowadniać ludziom, że się mylą…
On: I to jest ten moment, żebym Cię wycałował
Ja: Dlaczego?
On: Bo im dalej, tym człowiek odważniejszy… Mija rok i coraz szczerzej rozmawiamy, jest postęp
Ja: Odkryliśmy swoje ciemne strony. Uważasz, że wcześniej nie było szczerze? Było.
On: Było zawsze. Ale coraz bardziej, stopniowo, bez pośpiechu. To zabawa drapieżników alfa, kusi Cię. Pamiętaj, że alfy się lubią.
Ja: Nie co dzień spotyka się takiego samego drapieżnika. W sumie bardzo rzadko, albo nigdy.
On: Alfa zawsze poniesie alfę. Uwielbiam Cię
Ja: Bo alfy tak mają, że się uwielbiają
On: I tego się boję
Ja: Nie ma się czego bać. Z mojej strony nic Ci nie grozi
On: A szkoda hehehehe
Ja: Dobrze, to bój się. Potrafię być nieprzewidywalna.
On: I alfy wyszczerzyły kły Hehehe
 

 
Dlaczego tak jest, że gdy znajdziesz prawie idealnego faceta (bo przecież ideałów nie ma), który cię uwielbia taką, jaka jesteś, potrafi słuchać i słyszeć, rozumie w 100% i wspiera we wszystkim, co robisz, a twoje dobro i szczęście jest dla niego niemalże najważniejsze - to ten facet okazuje się być totalnie nieosiągalnym, zakazanym? Po prostu zajętym...?
A ty możesz go nazwać tylko (aż?) PRZYJACIELEM...

 

 
Budujesz wokół siebie gruby mur latami, starannie dokładając kolejne cegły, pilnując aby zaprawa pomiędzy nimi była solidna...

I pojawia się ktoś, kto w ułamku sekundy zburza ten mur samą swoją obecnością...
 

 
No i pierwszy tydzień urlopu za mną.
Spodziewałam się, że jak zwykle ciekawie nie będzie.
A jednak jestem mile zaskoczona.
I to pomimo operacyjnego usuwania ósemki już następnego dnia od przylotu.

Tym razem urlop obfituje w spotkania towarzyskie:
- spotkanie z przyjaciółką, zakończone makijażem i ciążową sesją zdjęciową - bez wątpienia zaliczam do najbardziej udanych. W końcu sobie pogadałyśmy. Aż do rana hehehe

Przede mną jeszcze trudne urzędowe sprawy, ale już dzisiaj wiem, że z tego urlopu jestem mega zadowolona. I nic ani nikt nie jest w stanie już tego zmienić.

 

 
No i pierwszy tydzień urlopu za mną.
Spodziewałam się, że jak zwykle ciekawie nie będzie.
A jednak jestem mile zaskoczona.
I to pomimo operacyjnego usuwania ósemki już następnego dnia od przylotu.

Tym razem urlop obfituje w spotkania towarzyskie:
- spotkanie z przyjaciółką, zakończone makijażem i ciążową sesją zdjęciową - bez wątpienia zaliczam do najbardziej udanych. W końcu sobie pogadałyśmy. Aż do rana hehehe

Przede mną jeszcze trudne urzędowe sprawy, ale już dzisiaj wiem, że z tego urlopu jestem mega zadowolona. I nic ani nikt nie jest w stanie już tego zmienić.

 

 
On: Dużo uczuć się kłębi w Twojej głowie. A tak naprawdę miałabyś za sobą niezwykłe przeżycia.

Ja: Niekoniecznie uczuć. Raczej myśli... Chyba powinnam załączyć typowo męskie myślenie i zacząć korzystać z życia i zbierać te niezwykłe przeżycia, o których mówisz. Ale nie wiem czy potrafię...Za dużo myśli i zasad ma w głowie. I boję się Karmy

On: Boisz się wielu rzeczy, nie tylko Karmy.

Ja: Zbyt dużo w życiu się nacierpiałam nie wiem za co. Więc jakbym miała cierpieć i wiedzieć dlaczego, to chyba byłoby to już dla mnie zbyt dużo.

On: Musiałaś narozrabiać

Ja: A czego jeszcze się boję wg Ciebie?

On: Najbardziej tego, że sam pomysł Ci się spodobał. I zamiast się na nim skupić, zaczęłaś myśleć o wszystkim innym, konsekwencjach, scenariuszach, co będzie gdyby...

Ja: Zaczęłam myśleć, że będzie fajnie, a potem ciach i koniec. I będę żałować. Bo ani już fajnie nie będzie, ani Ciebie nie będzie...

On: Nie zostawiam przyjaciół. Nie ważne, co zrobią. Ale i tak sądzę, że warto coś przeżyć i żałować, niż żałować, że się nie przeżyło...